Z PAMIĘTNIKÓW UCZESTNIKÓW
Warsztat Terapii Zajęciowej
przy Stowarzyszeniu "Tacy Sami" w Elblągu


Katarzyna Urbańska
Wakacje 2005
Opublikowane przez: Katarzyna Urbańska 20 sierpień 2006 r.

Spędziłam ten czas w Kolbudach miło i ciekawe. Ośrodek Wypoczynkowy “Łaczpol’’. Ośrodek jest piękny, nad jeziorem Łapińskim.Śniadania, obiady i kolacje były kolorowe  i bardzo smaczne. Mieszkaliśmy drewnianych domkach z tarasem z węzłem sanitarnym, kuchennym oraz RTV. Pokoje były przytulne. Mieszkaliśmy nad poddaszu z Kamilą, Magdą i pani. Grażynką na dole. Mieliśmy luksus aż szkoda było wyjeżdżać.

Co robiliśmy? To atrakcje wymyślone przez naszych instruktorów były ciekawe i za to bardzo dziękujemy. Drugiego dnia o godzinie 7 00 z panem Andrzejem, Arturem, Ryśkiem, Błażejem, Magdą, i Kasią U. Biegaliśmy, chłopki swoim tempie, a my swoim. Robiłam jedne kółko, bo drugiego już nie mogłam, ale ćwiczyliśmy na tarasie aerobik, wtedy przyłączyła się pani Grażynka, Magda, i Kamila, a reszta spała. Wieczorem też biegaliśmy o godz. 20 00. Jestem bardzo wytrzymała na dużo pracy gimnastycznej. Graliśmy także w piłkę różną chłopaki przeciwko dziewczynom w zbijaka. Bałam się tej piłki, że uciekłam z boiska. Chodziliśmy nad jezioro i niektórzy pływali. Także pływaliśmy łódkami i rowerami wodnymi. Ja na środku jeziora wiosłowałam i dobrze dawałam sobie radę. Moi koledzy i koleżanki też dawali sobie radę. Pogoda dopisywała nam, była piękna a jezioro spokojne. Z panem Andrzejem dopłynęliśmy do wysepki, gdzie wysiadłam i pan Andrzej powiedział, ze tu z Magdą zamieszkamy tylko dadzą nam koc, wodę, chleb, i zapałkę. Wrócą na drugi dzie
ń o 1400. Najpierw z Magdą nie chciałyśmy potem, mówimy dobrze pojedziemy, ale tylko dwie. Ale dalej (nie) wiedziałyśmy czy to co Pan mówi do nas jest na poważnie. (śmiech i chichotanie ). Nad jeziorem widziałam perkozy i łabędzie z małymi łabądkami. Nasz nowy kolega Błażej nieźle pływa, Jarek wszedł do wody i rozmawiał z nim, a potem już go nie widziałam,bo Błażej dał nura i jak perkoz się wynurzył, tak się śmieliśmy z Jarka. Rysiek też udany zawodowiec pływa po jeziorze w czepku na głowie i okularach aż wpadł na mieliznę.

My z Magdą pierwszego dnia na obiedzie już jedliśmy z instruktorami jedzenie bo było za dużo. Przy personelu wszystko jadłyśmy podobało nam się. Atmosfera                     z instruktorami była fajna i śmieszna. Przy ośrodku jest plac zabaw dla dzieci, kort tenisowy i boisko do gier zespołowych Tam graliśmy w siatkę nie lubię grać w siatkę wolałaby w kosza. Ale dałam się przekona.Nie wiem kto wygrał ale to była tylko zabawa na nogach nie mam siniaków tylko na rękach, latałam z Magdą po piasku bez butów. Było fajnie, tak fajnie, że Pani Ela M. Przetrąciła mi nosa, no bolało Oj, Oj. Już chciałam zejść z boiska.

Fajnie że można postać i rozluźnić się tylko nie zawsze do ko
ńca. Także z Magdą           i panem Andrzejem grałam w babingtona. Było dużo śmiechu.Jedynie brakowało tam Pani! Zawsze Pani z nami jeździła i nie było tak źle. Można mówić, że nie jestem uparta jak (cholera) i jak coś jest nie po mojemu to gadam na wszystkich na panią Iwonę na wszystkie panie i panów. Ale później przechodzi mi złość i wiem, że tak nie powinno być.Szliśmy do miasteczka Kolbudy, chyba cztery kilometry, ale nie wiem czy to jest prawda, szukaliśmy pamiątek.
WebDesign by © Sylwia Jabłońska